Lekcja dobrego wychowania
Kuchnia - miejsce pozytywnych skojarzeń: zapach kawy, lodówka pełna mlecznych smakołyków, świeże pieczywo chrupiące codziennie rano przy krojeniu.
Każde biuro ma wydzieloną powierzchnię kilku metrów kwadratowych, w obrębie których panuje prawdziwie rodzinna atmosfera. Tutaj ludzie są dla siebie uprzejmi i serdeczni, dzielą się ze sobą płodami rolnymi, rozmawiają na tematy niezwiązane z pracą. Zupełnie tak, jakbyśmy przekraczając próg kuchni przenosili się do innego, lepszego wymiaru. Tutaj nie ma skarżących się klientów, goniących planów budżetowych, ujadającego szefa…
Kuchnia. Azyl. Oaza wytchnienia.
- Kurwamać! Ojaciepierdole! Ile można to znosić?! - wykrzyczała się Celinka wpadając do lepszego wymiaru - Smacznego.
- Dziękuję - odparł zaskoczony Szczepan, który właśnie zalewał zupkę chińską.
- Zaraz się porzygam! - zaraz za Celinką wkroczyła Teresa - Smacznego Szczepek.
- Dziękuję - Szczepan udał, że nie usłyszał, co zrobi zaraz Tereska.
- My powinniśmy dostawać dodatek za pracę w szkodliwych warunkach - wymyśliła Celinka. - Albo rentę jakąś, czy coś.
- I jeszcze powinni nam wypłacać odszkodowanie za szkody w psychice - zawtórowała Teresa. - Są przecież granice… - przerwał jej odgłos otwieranych drzwi. Do pomieszczenia weszła sprzątaczka.
- Smacznego - złożyła życzenia Szczepanowi, który właśnie wkładał łyżkę do ust.
- Dziękuję - kurtuazja nakazała mu odpowiedzieć, ale niestety uronił kropelkę zupki, a śnieżnobiała koszula chętnie przyjęła ją na klatę. Sprzątaczka zabrała się za wymianę worka na śmieci na pusty. W tym czasie słychać było każdy jej oddech. Słychać było również pływający w zupie Szczepana makaron, a szelest worka foliowego układanego sumiennie w wiaderku wbił się znienacka decybelami w głowy wszystkich obecnych. W końcu sprzątaczka wyszła, mijając się w drzwiach z Adasiem.
- Smacznego - Adaś grzecznie się przywitał - Co wyście tak wybiegły?
- Dziękuję - wymamrotał Szczepan walcząc z kolejną porcją zupy, która próbowała zaatakować jego spodnie.
- Przecież ta obleśna potwora jest nie do zniesienia - poskarżyła się Celinka. - Jaka kobieta się tak zachowuje?
- Nooo. U mnie powoduje odruch wymiotny - szczerze zgodziła się z nią Tereska. Szczepan przegrał z ciężarem pełnej łyżki wersus jego trzęsące się ze śmiechu ciało. Kawałki makaronu wylądowały tym razem tuż obok rękawa, na stole. Ufff…
- Ja tam nic nie zauważyłem - zdziwił się Adaś. - Wygląda normalnie, jak zwykle.
- No właśnie! - dziewczyny wymieniły spojrzenia.
Dziś ostatni dzień miesiąca. Czas podsumowań, raportów i planów na kolejny miesiąc. Kompetencja nie lubi tego okresu. Musi w tym czasie zajmować się dziwnymi dokumentami, tabelkami, wyliczeniami. Zamiast psuć sobie wzrok wpatrując się w głupie arkusze kalkulacyjne, mogłaby przecież tak wiele nauczyć swoich ludzi… No ale cóż, siła wyższa - w końcu ona też ma szefa, który ma swoje wymagania. Dlatego od samego rana, zamiast służyć wsparciem i pomocą handlowcom, zajmuje się przygotowywaniem potrzebnych sprawozdań.
Jak wiadomo, istotna część mózgu przeciętnej kobiety zajmuje się mówieniem - to dlatego przedstawicielki tej płci tak bardzo uwielbiają to robić. Ale umysł Kompetencji jest wyjątkowy. Można by przypuszczać, że komórki mózgowe odpowiedzialne za procesy obliczeniowe Kompetencji znajdują się w bezpośrednim sąsiedztwie tych, które odpowiadają za motorykę jamy ustnej. Dodatkowo, korzystają z tych samych neuronów. Ta niewiarygodna anomalia powoduje bardzo ciekawy efekt: kiedy Kompetencja mówi, to nie myśli logicznie. I na odwrót: kiedy myśli - to nic nie mówi. Żeby było ciekawiej - mimo, że nic nie mówi, to nadal porusza ustami i wydaje różne dźwięki. Mlaskanie, mamrotanie, siorbanie, ciamkanie, głośne przełykanie śliny i inne, nie nazwane jeszcze odgłosy - po tym można poznać, że Kompetencja dodaje do siebie ważne liczby.
Jednak to, co pozwala jej wykonywać skomplikowane procedury matematyczne, niekoniecznie godzi się z przeciętnym wyobrażeniem “przyjaznego otoczenia akustycznego”. Wsłuchiwanie się w bulgotanie artykułowane przez jamę Kompetencji nie należy do rzeczy przyjemnych, a już z całą pewnością nie ma możliwości skupienia się na pracy.
Do kuchni wleciała rozchichotana Kasia.
- Sma-hahaha-cznego!- jej śmiech rozluźnił nieco atmosferę.
- Dzięki - Szczepan spróbował załatwić sawłarwiwr dwoma sylabami. Udało się, wreszcie posmakował wybornego dania! Zadowolony wyprostował się i oparł wygodnie dłonie na stole. Prawy rękaw ulokował idealnie na czyhającej tam makaronowej minie.
- Wiecie co przed chwilą zrobiła? Hahahaha! - Kasia nadal nie mogła opanować napadu śmiechawy - Rozmawiała przez telefon z klientem. I w pewnym momencie beknęła głośno do słuchawki! - całe kolegium kuchenne w tym momencie ryknęło śmiechem - A potem uśmiechnęła się i powiedziała, że to dobrze, że rozmawiają przez telefon, bo rano jadła kanapkę z serkiem o smaku czosnkowym!
- Hahaha, ale wstyd - Celinka nie mogła złapać oddechu.
- Ciekawe co na to rozmówca? Ale żenada… - podsumował Adaś.
- To jeszcze nic. Pamiętacie, jak na obiad w stołówce dawali dwa dni z rzędu dania z fasolą? - zaczęła Tereska. Szczepan postanowił wywiesić białą flagę. Jakoś odechciało mu się jeść…
Otworzyły się drzwi. Wszyscy umilkli. Do kuchni weszła Kompetencja. Rozejrzała się po obecnych i oceniła, iż mają świetny humor. To dobrze, że jest im wesoło, że tak świetnie czują się w pracy. Ale jest pora na zabawę i jest pora na pracę. Teraz należy zająć się obowiązkami - Kochani, trochę mała ta nasza kuchnia, prawda? Może Ci z Was, którzy już skończyli wyjdą i zrobią miejsce dla kolejnych osób? - 3 sekundy później została sama ze Szczepanem. Rzuciła okiem na jego miseczkę. Nie powiedziała “smacznego”. Według niej to nieelegancko przerywać komuś posiłek.
No no, rozkręcasz się. Naprawdę dobrze się to czyta. Bardzo zabawnie napisane. No i to ironiczne zakończenie!
Dlatego wlasnie w korporacjach kuchnie sa male i najlepiej maja 2 krzesla na 100 osob - trzeba jesc na stojaco byle szybciej. Kiedys moja Kompetencja powiedziala patrzac jak ludzie jedza przy biurkach - ze i to jest za malo bo jak sie robi 2 rzeczy to zadnej dobrze (czyli je - a raczej polyka - i pracuje jednoczesnie). Fajny post.
Michal
smutny post, dziwie się jak można wytrzymać w takich warunkach. Zgaduje jednak że albo historia jest fikcyjna albo nasi bohaterowie nie potrafią znaleźć sobie innej pracy albo faktycznie są leniwi i łatwiej im być w ten sposób traktowanym i zarabiać za to jakąś kasę niż postarać się pójść gdzieś gdzie będą mieli normalnego szefa…
A może obawiają się konsekwencji? Co by było, gdyby Kompetencja dowiedziała się, że próbują ją opuścić… W następnym poście zobaczysz, jak głęboko jest zakorzeniona w ich psychice.