Blog o Kompetencji.

Jak (nie)zarządzać zespołem handlowców.

Dyscyplina w zespole

z 3 komentarzami

Promyczki słonka przedzierały się przez szybę i łagodnie muskały buzię Celinki, która właśnie skończyła bardzo udaną rozmowę z klientem. Uśmiech zagościł na jej twarzy. Udało się! Właśnie zamknęła największy deal w tym miesiącu! Dostanie naprawdę dużą prowizję. “Ach, jak cudownie smakuje zwycięstwo! – pomyślała przegryzając drożdżówkę. W jej oczach malowało się szczęście. Właściwie cały pokój rozjaśnił się, kolory ścian ożyły, powietrze stało się jakby lżejsze, bardziej rześkie. Świat znowu był różowy!

- Czy ja zezwoliłam na przerwę?! – nagle ktoś spuścił gilotynę mroku na całą tę idylliczną krainę – Pytam się Ciebie chyba! – zrobiło się zupełnie ciemno w całym pomieszczeniu. Słońce zakryły chmury burzowe. Widać było tylko zarysy postaci pozostałych niewolników, którzy w pocie czoła wiosłowali telefonami w odmętach czarnego oceanu gospodarki rynkowej. Wszyscy równo, w jednym tempie, nadawanym przez dźwięk bębnów wydobywający się z głośnika. – Nie udawaj, że nie słyszysz Celina! – To Kompetencja wróciła z lanczu. Kiedy tak stała w drzwiach, wyglądała naprawdę upiornie: za jej plecami było zupełnie jasno, ale wchodziła do ciemni. Zupełnie czarna postać stała oparta o framugę, wskazując szponem w kierunku Celinki.

- Nnnnie-ee… – pisnęła Celinka.
- Co mówisz? – zaskrzeczała Kompetencja – Mów do mnie wielkimi literami, patałachu!
- Nie… – dziewczyna przełknęła ślinę. Z jej perspektywy widać było dokładnie każdy długi, czarny, kręcony ząb Kompetencji.
- Co “nie”?! – kierowniczka wydarła się – Co “nie”?! Całym zdaniem!
- Nie… ze-zzzzwoliłaś… nna… przerwę… –
wydusiła z siebie Celinka. Czuła, że zaraz połknie język, który utkwił jej w gardle. Ale to było niemożliwe – z drugiej strony już podchodziło serce. Krew w żyłach płynęła już chyba z prędkością światła. Strach paraliżował ją.
- Właśnie. A Ty żresz! Jak pies, który wykorzystuje nieuwagę swojej pani i wyjada jedzenie z niedomkniętej lodówki. – grzmiała Kompetencja. – Teraz muszę Cię ukarać! Musisz ponieść konsekwencję… – podeszła i stanęła za Celinką. Położyła dłoń na ramieniu dziewczyny, która odruchowo podskoczyła na krześle. – Jak mam Cię zmotywować do posłuszeństwa? – jej głos nieco złagodniał. Zaczęła delikatnie masować ramiona rozdygotanej podwładnej. – Jak mogę Cię zdyscyplinować? – masowanie przerodziło się w delikatny masaż. Celinka nieco się rozluźniła, to było nawet przyjemne. Oczywiście nadal nie była w stanie się poruszyć, ale przynajmniej uspokoiła oddech.

Nagle poczuła ból: to szefowa złapała ją za kark i mocno ścisnęła. Próbowała się uwolnić, ale chwyt był zbyt silny. Nie mogła opanować łez. Zaczęła głośno płakać. - Wiem! – Kompetencja puściła ją. Obeszła jej biurko i stanęła naprzeciw. – Od teraz będziesz karana nie tylko za swoje przewinienia, ale także za wszelkie niedociągnięcia pozostałych. Tym sposobem staniesz się współodpowiedzialna za cały zespół. W Twoim interesie jest więc pilnowanie, aby wszyscy niewolnicy sprawowali się wzorcowo, kiedy mnie nie ma. – w tym momencie Kompetencja aż sobie przyklasnęła. Uznała, że jej pomysł jest genialny! Czemu wcześniej na to nie wpadła? – A teraz ogarnij się i do roboty!
- Tak jest, Kompetencjo. –
Celinka była zdruzgotana.
- Szybciej! – warknęła na nią kierowniczka.

Dziewczyna zaczęła wycierać twarz, kiedy kątem oka spostrzegła nadlatujący w jej kierunku obiekt. To był zszywacz rzucony w nią w ramach ponaglenia. Nie zdążyła jednak zareagować i dostała nim w głowę. Zsunęła się z krzesła na podłogę. Zrobiło się zupełnie ciemno. Przez chwilę nie dochodził do niej żaden dźwięk. Po kilku sekundach jednak usłyszała gdzieś z oddali… syrenę strażacką? Alarm samochodowy?

Oszołomiona Celinka otworzyła oczy, rozejrzała się… i odetchnęła z ulgą: była w swojej sypialni. To był tylko sen. A nowy budzik okazał się naprawdę bardzo głośny…

W tej samej chwili, w innej części miasta, w innej sypialni, obudziła się inna kobieta. Po omacku wyłączyła dzwoniący budzik. Nastała cisza. Kobieta przewróciła się na plecy, otworzyła oczy i spojrzała w sufit. Leżała tak nieruchomo dłuższą chwilę. “Ale mam pomysł” – pomyślała – “Że też wcześniej na to nie wpadłam…”. Głuchą ciszę przerwało dziwne, obrzydliwe mlaskanie…

Written by kompetencja

styczeń 23, 2008 @ 22:04

Napisane w Życie biurowe

Odpowiedzi: 3

Subscribe to comments with RSS.

  1. Swietny, gietki jezyk! Jestem pod wrazeniem i prosze o wiecej opowiesci… Choc – odpukac – wspolpracownikow mam komfortowych ;)

    PS. W “mimo że” nie stawiamy przecinka.

    Marcin

    styczeń 24, 2008 at 0:04

  2. Dzięki, poprawione.

    kompetencja

    styczeń 24, 2008 at 10:54

  3. Masakra, ale jaka piękna! Czytałem z zapartym tchem. Gratuluję pomysłu i wykonania :)

    Arek

    styczeń 31, 2008 at 8:53


Dodaj komentarz