Dyscyplina w zespole
Promyczki słonka przedzierały się przez szybę i łagodnie muskały buzię Celinki, która właśnie skończyła bardzo udaną rozmowę z klientem. Uśmiech zagościł na jej twarzy. Udało się! Właśnie zamknęła największy deal w tym miesiącu! Dostanie naprawdę dużą prowizję. “Ach, jak cudownie smakuje zwycięstwo!“ - pomyślała przegryzając drożdżówkę. W jej oczach malowało się szczęście. Właściwie cały pokój rozjaśnił się, kolory ścian ożyły, powietrze stało się jakby lżejsze, bardziej rześkie. Świat znowu był różowy!
- Czy ja zezwoliłam na przerwę?! - nagle ktoś spuścił gilotynę mroku na całą tę idylliczną krainę - Pytam się Ciebie chyba! - zrobiło się zupełnie ciemno w całym pomieszczeniu. Słońce zakryły chmury burzowe. Widać było tylko zarysy postaci pozostałych niewolników, którzy w pocie czoła wiosłowali telefonami w odmętach czarnego oceanu gospodarki rynkowej. Wszyscy równo, w jednym tempie, nadawanym przez dźwięk bębnów wydobywający się z głośnika. - Nie udawaj, że nie słyszysz Celina! - To Kompetencja wróciła z lanczu. Kiedy tak stała w drzwiach, wyglądała naprawdę upiornie: za jej plecami było zupełnie jasno, ale wchodziła do ciemni. Zupełnie czarna postać stała oparta o framugę, wskazując szponem w kierunku Celinki.
- Nnnnie-ee… - pisnęła Celinka.
- Co mówisz? - zaskrzeczała Kompetencja - Mów do mnie wielkimi literami, patałachu!
- Nie… - dziewczyna przełknęła ślinę. Z jej perspektywy widać było dokładnie każdy długi, czarny, kręcony ząb Kompetencji.
- Co “nie”?! - kierowniczka wydarła się - Co “nie”?! Całym zdaniem!
- Nie… ze-zzzzwoliłaś… nna… przerwę… - wydusiła z siebie Celinka. Czuła, że zaraz połknie język, który utkwił jej w gardle. Ale to było niemożliwe - z drugiej strony już podchodziło serce. Krew w żyłach płynęła już chyba z prędkością światła. Strach paraliżował ją.
- Właśnie. A Ty żresz! Jak pies, który wykorzystuje nieuwagę swojej pani i wyjada jedzenie z niedomkniętej lodówki. - grzmiała Kompetencja. - Teraz muszę Cię ukarać! Musisz ponieść konsekwencję… - podeszła i stanęła za Celinką. Położyła dłoń na ramieniu dziewczyny, która odruchowo podskoczyła na krześle. - Jak mam Cię zmotywować do posłuszeństwa? - jej głos nieco złagodniał. Zaczęła delikatnie masować ramiona rozdygotanej podwładnej. - Jak mogę Cię zdyscyplinować? - masowanie przerodziło się w delikatny masaż. Celinka nieco się rozluźniła, to było nawet przyjemne. Oczywiście nadal nie była w stanie się poruszyć, ale przynajmniej uspokoiła oddech.
Nagle poczuła ból: to szefowa złapała ją za kark i mocno ścisnęła. Próbowała się uwolnić, ale chwyt był zbyt silny. Nie mogła opanować łez. Zaczęła głośno płakać. - Wiem! - Kompetencja puściła ją. Obeszła jej biurko i stanęła naprzeciw. - Od teraz będziesz karana nie tylko za swoje przewinienia, ale także za wszelkie niedociągnięcia pozostałych. Tym sposobem staniesz się współodpowiedzialna za cały zespół. W Twoim interesie jest więc pilnowanie, aby wszyscy niewolnicy sprawowali się wzorcowo, kiedy mnie nie ma. - w tym momencie Kompetencja aż sobie przyklasnęła. Uznała, że jej pomysł jest genialny! Czemu wcześniej na to nie wpadła? - A teraz ogarnij się i do roboty!
- Tak jest, Kompetencjo. - Celinka była zdruzgotana.
- Szybciej! - warknęła na nią kierowniczka.
Dziewczyna zaczęła wycierać twarz, kiedy kątem oka spostrzegła nadlatujący w jej kierunku obiekt. To był zszywacz rzucony w nią w ramach ponaglenia. Nie zdążyła jednak zareagować i dostała nim w głowę. Zsunęła się z krzesła na podłogę. Zrobiło się zupełnie ciemno. Przez chwilę nie dochodził do niej żaden dźwięk. Po kilku sekundach jednak usłyszała gdzieś z oddali… syrenę strażacką? Alarm samochodowy?
Oszołomiona Celinka otworzyła oczy, rozejrzała się… i odetchnęła z ulgą: była w swojej sypialni. To był tylko sen. A nowy budzik okazał się naprawdę bardzo głośny…
W tej samej chwili, w innej części miasta, w innej sypialni, obudziła się inna kobieta. Po omacku wyłączyła dzwoniący budzik. Nastała cisza. Kobieta przewróciła się na plecy, otworzyła oczy i spojrzała w sufit. Leżała tak nieruchomo dłuższą chwilę. “Ale mam pomysł” - pomyślała - “Że też wcześniej na to nie wpadłam…”. Głuchą ciszę przerwało dziwne, obrzydliwe mlaskanie…
Swietny, gietki jezyk! Jestem pod wrazeniem i prosze o wiecej opowiesci… Choc - odpukac - wspolpracownikow mam komfortowych ;)
PS. W “mimo że” nie stawiamy przecinka.
Dzięki, poprawione.
Masakra, ale jaka piękna! Czytałem z zapartym tchem. Gratuluję pomysłu i wykonania :)