Cudowna aura
Jaki śliczny, słoneczny dzień! Jest zielono, kwiaty rozkwitają, ptaszki radośnie ćwierkają. Niebo jest idealnie błękitne. Nawet powietrze jest wyjątkowo rześkie. Cudowna aura.
Ludzie schowali głęboko do szaf swoje zimowe ubrania. Noszą teraz lekkie kurtki w radosnych, wiosennych kolorach. Na ulicach coraz więcej rowerzystów i motocyklistów. Wszyscy są uśmiechnięci, uprzejmi dla siebie i z optymizmem patrzą w przyszłość. Cudowna aura.
Dziś w pracy powitała mnie uśmiechnięta, piękna hostessa. Trzymała tackę, na której ułożona była piramidka z moich ulubionych Raffaello. Ślinka mi pociekła…
- Proszę się poczęstować - zwróciła się do mnie swoim aksamitnym głosem. Nieśmiało, acz stanowczo zgarnąłem do teczki całą zawartość tacki. - Smacznego i miłego dnia! - zaświergoliła. Miły początek dnia. Cudowna aura.
W naszym pokoju już wszyscy byli obecni. Rzuciłem zwyczajowe “dzień dobry” i usiadłem przy swoim biurku. Dopiero teraz zauważyłem dziwną zawiesinę w powietrzu. Wszyscy wyglądali na podekscytowanych. Celinka cały czas uśmiechała się z zębami. Tereska przebierała nóżkami i rozglądała się wciąż nerwowo. Pozostali też wyglądali jakoś tak nieswojo…
- Co wy tacy dziwni? - zapytałem.
- Nie słyszałeś? - Tereska była pierwsza. Ale wszyscy wyraźnie tylko czekali na moment, aż ktoś się odezwie, bo nagle każdy wstał i oblężył moje biurko.
- Że co? Że Raffaello? - o co im chodzi?
- Nie, nie Raffaello! - wtrącił się Adaś. - O Pudlu i Doktorze Zło… - no coś tam słyszałem, nawet bloga o nich piszę…
- Ale co z nimi?
- Nic! Brak! Null! Zerro! - kiedy Celinka się podnieca, używa wielu synonimów.
- Nie rozumiem. - bo rzeczywiście nie zrozumiałem o co jej chodzi.
- Nie bądź kretynem - skarciła mnie Tereska - Przecież mówi się wyraźnie: nie ma ich. I już nie będzie. Zostali zwolnieni.
- Wylani, wywaleni, na zbity pysk, na bruk, do piachu! - wymieniała Celinka.
W tym momencie szczęka mi opadła, a oczy urosły do rozmiaru piłeczki ping-pongowej. Jednocześnie usłyszałem huk otwieranego szampana, a z sufitu posypało się confetti. Rozbrzmiała muzyka - nieśmiertelne “We are the champions“ zespołu Queen. Do pokoju wjechał piętrowy tort z lukrowym napisem “Żegnaj próchnico!“. Za oknem zobaczyłem najpierw tysiące białych balonów unoszących się ku niebu, po chwili wypuszczono białe gołębie. Ponad defiladą, składającą się m.in. z orkiestry dętej i Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego przeleciały 3 sprawne odrzutowce F-16 Jaszczomb. Cudowna aura!
“… Cudowna Aura.
Wtem, jak przez mgle dostrzeglem postac zmierzajaca w moim kierunku. Przez chwile, w szumie slinikow F-16, a moze wywolanym przez ogarniajaca mnie ekstaze, obraz byl niewyrazny, zamazany i jakby odlegly…
Gdy sie wyostrzyl Wojsko rozpierzchalo sie jakby w sam srodek defilady sppadla bomba odlamkowa, piloci odrzutowcow do oporu otwarli przepustnice, z balonow nagle, z glosnym swistem zeszlo powietrze, a gołebie z przerazenia dostaly rozwolnienia…Tak, teraz widze dokladnie: to Kompetencja wymachujaca biala kartka, na ktorej wielkimi, czarnymi literami przypominajacymi te z wiencow pogrzebowych napisane bylo: PRIMA APRILIS
@mizzar: Zepsułeś mi :) Ale oddaję: Twoja wizja pięknie się komponuje…
przepraszam i dziekuje:) nie moglem sie oprzec:)
No tak, prima aprilis, ktoś dał się nabrać.
Ja trochę, ale coś mi śmierdziało snem, lub początkami choroby psychicznej :). Aczkolwiek mam dla Was dobrą nowinę. Pudel z pracy mojej żony jedzie na rozmowę kwalifikacyjną do jeszcze większej korporacji w jeszcze większym mieście :). Może więc nie wszystko stracone !
@szuvar: Kurcze. Może to do nas jedzie? Ciekawe jak by się dogadały :)
Uśmiałem się do łez :)
a mogło być tak pięknie…