Ocena pracownicza
- Nie podoba mi się także sposób, w jaki się odnosisz do mnie – brzmiał skrzekliwy, przerywany soczystym mlaskaniem głos – Brak szacunku, jaki w ten sposób okazujesz, demotywuje cały zespół.
- Kompetencjo, ale co konkretnie masz na myśli? – zapytałem. Tak naprawdę, przecież mało kiedy w ogóle rozmawiamy, zwykle to ona mówi. Dyskusja toczy się ewentualnie mailowo, ale tego przecież inni nie widzą…
- Dobrze wiesz co mam na myśli i nie będę tracić czasu na rozwijanie tego – no tak, nie ma to jak rzeczowa odpowiedź.
Właśnie odbywam swoją rozmowę oceniającą. To nowy pomysł działu HR na to, żeby pracownicy byli jeszcze bardziej zadowoleni z pracy. Żeby wiedzieli na czym stoją: jakie są wymagania wobec nich, co się w nich ceni, co należałoby poprawić i jakie Firma daje możliwości rozwoju. Rozmowa ta ma także dać możliwość przekazania swoich uwag pod adresem otoczenia: współpracowników, warunków pracy oraz oczywiście przełożonego. Całość trwa nawet kilka godzin…
- Kolejna rzecz. - moja rozmowa oceniająca trwa już blisko dwie godziny. W tym czasie dowiedziałem się, że nie przedstawiam się pełnym zdaniem odbierając telefon, że moje maile często zawierają literówki oraz że wychodzenie z pracy punkt 17:00 oznacza, że de facto przestaję pracować kilka minut wcześniej, bo przecież muszę się spakować, ubrać… -To, jak się ubierasz. To nieprofesjonalne. Wolałabym widzieć częściej koszulę niż bluzę z kapturem.
- Przecież na co dzień nie spotykamy się z klientami – rozmawiamy z nimi przez telefon lub mailowo…
- Pracujesz w Wielkiej Zagranicznej Korporacji, to zobowiązuje.
- Ale przecież nawet Prezes chodzi często w t-shirtach…
- To jest przywilej Prezesa. Ale Ty nie jesteś jeszcze prezesem, prawda? – Boże. Niech to się już skończy…
- No dobrze. A czy Ty Szczepan masz jakieś uwagi odnośnie mojej osoby? – tony! Miliardy uwag mam! – Oczywiście nie musisz się niczego obawiać, żadnych konsekwencji tego, co zostanie tutaj powiedziane. Jestem otwarta na krytykę. – Wolałbym, żebyś się zamknęła… No to jedziemy!
- Właściwie to mam kilka uwag. – Do odważnych świat należy. – Przede wszystkim bardzo przeszkadza mi w codziennej pracy to, że nie czuję, abym mógł liczyć na Twoją pomoc w sytuacjach, w których jej potrzebuję. To znaczy: nie mogę liczyć na realną pomoc, bo owszem – chętnie przedstawiasz zawsze swój punkt widzenia, ale nigdy albo bardzo rzadko ma to jakikolwiek związek ze sprawą.
- Szczepan – zaczyna się – musisz wiedzieć, że ja, jako Twoja przełożona, osoba piastująca stanowisko kierownicze, mam dużo szerszy punkt widzenia na całość działań działu sprzedaży. Ty jesteś tylko malutkim trybikiem w wielkiej machinie, jaką jest nasza Firma i nie widzisz całości. Mój punkt widzenia zawsze ma związek z Twoją pracą – po prostu nie jesteś w stanie tego ogarnąć. Musisz bardziej uważać i skupiać się na moich słowach. – no tak. Czyli ja jestem po prostu niegodzien tajnej wiedzy, jaką posiada Wielmożna Kompetencja. I zbyt mały mam rozumek, żeby pojąć mądrość, jaką ona próbuje mi codziennie przekazać…
- Uważam także, że brakuje Ci merytorycznego przygotowania. – kontynuuję z rozpędu – Chodzi mi o to, że kompletnie nie znasz naszej oferty, cen, właściwości produktów, nie znasz też oferty konkurencji ani oczekiwań klientów. A mimo to ciągle nas pouczasz odnośnie tego, w jaki sposób mamy z nimi rozmawiać, odnośnie zawartości ofert, jakie im wysyłamy i tak dalej.
- Szczepan – moje imię płynące z jej ust brzmi jak spadający na asfalt, za przeproszeniem, z krowiej dupy placek – jako osoba na stanowisku kierowniczym nie jestem zobowiązana do pochylania się nad każdym klientem z osobna ani nad zastanawianiem się nad szczególikami oferty. Ja ogarniam całość. A to, ile w danej chwili kosztuje produkt A oraz ile mamy w magazynie produktów B zupełnie mnie nie interesuje. Moje uwagi odnośnie Waszych ofert i zachowań wobec klientów mają na celu nauczenie Was dobrych zasad, dzięki którym odniesiecie sukces. Tak jak ja. – Szczerze mówiąc, to cała ta rozmowa uwłacza mi. Czuję się, jakbym kąpał się w szambie.
- Myślę, że nie powinnaś siedzieć z nami w pokoju – wypaliłem – To wpływa ujemnie na atmosferę. Po prostu nie czujemy się swobodnie… Przynajmniej ja…
- Szczepan – kolejny “plask” – Właśnie dlatego moja obecność w pokoju razem z Wami jest niezbędna. Nie możemy pozwolić na to, aby w pracy zamiast pracować, pracownicy rozmawialiby o niebieskich migdałach, oglądali filmiki w internecie czy popijali kawkę. Doskonale wiem co by się stało, jakby Was zostawić samych sobie… – W takim razie to ja nie mam pytań.
- A co z podwyżkami i awansami? – pytania retoryczne – Czy mogę liczyć na awans?
- Szczepan – znowu spadło “wiecieco” – Na podwyżkę trzeba sobie zapracować. Oczywiście na awans także. W świetle Twoich dokonań, a właściwie ich braku, myślę, że zrozumiesz, że raczej nie mamy o czym rozmawiać.
- Ale przecież mam najwyższą sprzedaż w dziale! – No bo mam! To o jakich dokonaniach można mówić w dziale handlowym?
- Ale to nie wszystko. Sprzedaż to Twój obowiązek – na tym polega Twoja praca. Mam Cię nagradzać dodatkowo za to, że wykonujesz swoją pracę? Przecież to bez sensu! – No rzeczywiście… Bez sensu… – Ale coś Ci powiem. Popraw swoje nastawienie. Popracuj nad zachowaniem wobec przełożonych. Jak będziesz grzeczny, to pod koniec roku porozmawiamy o podwyżce. Spróbujemy jakoś te kilkaset złotych wysupłać…
Nie wierzę, że to powiedziała. Ale przeanalizujmy: “kilkaset złotych” – oczywiście brutto. No i nie zapominajmy, że 200zł to już “kilkaset złotych”. Aha, słowo “spróbujemy” wcale nie oznacza pewności, a jedynie obietnicę spróbowania. No i jeszcze niepokojące “pod koniec roku”. No bo którego roku?
Generalnie jestem zmotywowany.
i jak tu inteligentnie komentowac?
Obla di Obla da aaa why don’t You get a job (another)
mizzar
kwiecień 11, 2008 at 17:53
Taa…O PRZYMUSIE noszenia konkretnego stroju to mogę porozmawiac… Poważnie KILKA godzin rozmówek z Kompetencją?!Współczuję :)
aes_sedai
kwiecień 11, 2008 at 22:06
@aes_sedai : Eeee tam, ja mysle, ze Szczepana juz nic nie zdziwi:)
Mizzar
kwiecień 11, 2008 at 22:32
@mizzar : Fakt, po tym wszystkim to przyznaję Ci rację-jest chłopak zahartowany :)
aes_sedai
kwiecień 11, 2008 at 23:17
Oby tylko po takich rozmowach nie stal sie pewnego dnia “Kompetentny”…
Mizzar
kwiecień 12, 2008 at 8:14
Zetknęłam się z czymś w stylu oceny pracowniczej na lekcji matematyki.
Nie ma to jak wywleczenie z archiwum szkolnego faktu, że Karolina J. zapomniała wzoru na pole walca 28 lutego uświęconego bieżącego roku pańskiego, po prostu – bomba.
commediadellarte
kwiecień 12, 2008 at 19:17
Ha! Wlasnie mniej wiecej do tego sie sprowadzaja oceny pracownicze.
Z ocenami wogole jest ciekawie. Gdy pracowalem z terenowym oddziale jednej z korporacji (wielkiej zreszta) wymyslono anonimowa ankiete oceniajaca szefa oddzialu. No swietne sprawa pewnie powiecie: nie dosc, ze ocena szefa, to jeszcze anonimowa! Czy moze byc cos piekniejszego??
Moze. I to nie tylko dlatego, ze szef dostal ocene ogolna 3,5, ale dlatego, ze zrobil 4(!!!) godzinne (oczywiscie po godzinach pracy i bez nadgodzin) spotkanie by “wyjasnic” z pracownikami motywy ich tak przeciez krytycznych ocen. Oczywscie nie probowal zmienic swojego postepowania, tylko probowal nam udowodnic, ze sie mylimy….
Pol roku pozniej – ta sama ankieta… Ocena 5.
Spotkania nie bylo.
mizzar
kwiecień 12, 2008 at 20:22
Heehhehehehe, dobrze Was podszedł :) A swoją drogą po kiego grzyba robił ankietę skoro nie potrafił pogodzi się z jej wynikami>Zadufany w sobie narcyz doznał szoku po ocenie 3,5-ja tam mu się nie dziwię :))))
aes_sedai
kwiecień 13, 2008 at 0:46
Nie, nie, to wymyslila wierchuszka:)
mizzar
kwiecień 13, 2008 at 7:52
Kochani! Natychmiast przestańcie. Demotywujecie mi czytelników :)
kompetencja
kwiecień 13, 2008 at 11:58
Ja wogole nie rozumiem o czym kolega mowi:D jak to demotywujemy??
To ja myslalem, ze motywujemy dyskusja:D
mizzar
kwiecień 13, 2008 at 14:58
@mizzar: Mizzar. Skończyłam dyskusję.
Teraz widzisz jak to jest :)
kompetencja
kwiecień 13, 2008 at 16:43
Słodycz :)
aes_sedai
kwiecień 13, 2008 at 20:00
Piekne:) Czysta esencja:)
mizzar
kwiecień 13, 2008 at 21:19
hehe, prześmieszne byłyby te opowieści gdyby nie to że są prawdziwe…
współczuję, radzę zmienić pracę. choć wtedy my, czytelnicy, nie będziemy mieli z czego się pośmiać (lub zapłakać nad). większego komentarza to nie wymaga. w zasadzie to tylko chciałem Panu dodać otuchy ;-)
michał
kwiecień 14, 2008 at 14:18
@michał: Bez Panów mi tutaj :) A do tematu trzeba podchodzić z dystansem, bo inaczej wszyscy zwariujemy…
kompetencja
kwiecień 14, 2008 at 14:44
U mnie wszelkie rozmowy motywacyjne z przełożonym wyglądają tak, że ja się dyskretnie bawię palmtopem poniżej linii stołu (więc poza jego wzrokiem), a on pomiędzy wypowiadanymi do mnie słowami wysyła maile i odbiera telefony. Po 45 minutach ja kończę gierkę a on przeprasza, bo musi kolejny telefon odebrać. Wychodzę i na kwartał spokój. Luzik. Wszelka dyskusja jest bezcelowa.
Blogomotive
kwiecień 18, 2008 at 13:42
Ja nie pracuję w Wielkiej Korporacji, a DLA Wielkiej Korporacji – również da się odczuć tę cudowną atmosferę…
Naprawdę dramatyczny jest wniosek, że karierę w WK robią sami idioci :/
Szczepan (mam nadzieję, że nie zabrzmiało, jak placek), uciekaj, bo Cię odmóżdżą!!
Pzdr, ele
eleutheria
kwiecień 19, 2008 at 10:23
@eleutheria: nie sami. Jest naprawdę mnóstwo inteligentnych i sympatycznych ludzi, dla których taka praca to jednocześnie wielka pasja.
kompetencja
kwiecień 21, 2008 at 20:57